Koniec i początek
Jest noc. Pusty dom. Włączony telewizor, z którego nie docierają do mnie obrazy. Cicho gra muzyka. W małym, kryształowym kieliszku kawówka, zimna jak lód, w dużym kubku zielona herbata. Otwarty lekko balkon. Koty spacerują bezszelestnie po barierkach balkonu, pies cicho śpi na kanapie. Ostatni papieros zaraz się spali....
Jestem spokojna, choć łzy spływają po moich policzkach. Skąd te łzy? To nie jest cierpienie, to jest doświadczenie wyjątkowości, która śniła mi się po nocach. Nawet, jeśli nie tak ją sobie wyobrażałam, to czuję całą sobą jej moc.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.....Wszyscy powtarzają mi to od roku.
Kiedy rozpadało się moje małżeństwo, czułam w piersiach bezdech, ręce mi drżały, a świat kręcił się w koło. Bardzo chciałam mieć pełną i szczęśliwą rodzinę. Nawet kosztem siebie. Zależało mi na tym, by moje dzieci miały ojca, którego ja nie miałam. Bardzo kochałam ich ojca....
Odganiałam wszystkie złe myśli, i złe słowa. Pokochałam jego wady, by każdego ranka budzić się przy nim z uśmiechem. Życzę mu wszystkiego co najlepsze. Skoro go kochałam całą sobą i wybrałam, go na ojca moich dzieci, to zasługuje na szacunek, dobre myśli i wszelką empatię.
Było, minęło. Zostaną wspomnienia, raczej te dobre, bo mam pamieć wybiórczą.
Minął ponad rok. Na ścianach wciąż wiszą nasze wspólne fotografie, z czasów, gdy byliśmy obłędnie zakochani i pewni, że I will always love you......
Nie mam nawet potrzeby ich zdjąć, ani złości w sobie. Wszystko minęło...Bolało, a potem zniknęło jak ręką odjął. To chyba znak bezpowrotnego końca miłości. Kiedy ktoś mi kiedyś powiedział, że można się odkochać pracując nad sobą, mówiłam, ze to bzdura, że kocha się na całe życie...
i możne kocha się na całe życie, a możne nie....nie ma sensu się nad tym teraz zastanawiać, bo jaki ja mam na to wpływ, co będzie? na to co się stało, też nie miałam wpływu.
Złota obrączka, dynda na dnie zakurzonego kieliszka.
Łzy czasem spływają po policzkach, ale nie czuję już bólu. Moje życie nie jest łatwe, ale ja chyba nigdy nie chciałam, żeby było. Jest ciekawe. Pełne opowieści, które pewnego dnia zapełnią te puste karty i pamięć mojego komputera. Tego zawsze chciałam. Mieć głowę pełną wyobraźni i milion niesamowitych opowieści....a że wielu rzeczy nie chciałam doznać...cóż, nie można mieć wszystkiego.
W mojej głowie jestem już po rozwodzie, choć przede mną następna sprawa w sądzie. Uświadomiłam sobie to wczoraj. Zamknęłam tamten etap i natychmiast, bezszelestnie otworzyłam nowy. Słoneczny, upalny, melodyjny i spokojny. Wszystko się może zdarzyć.....
Ciche anioły mam nad głową.
Puszczam oko powieka w przestrzeń

