Dawno, dawno temu

Myślała, że jej świat się skończył, kiedy umarła jej wielka miłość. Przepłakała wiele miesięcy, dni i godzin...i nie sądziła, że kiedykolwiek poczuje coś podobnego. Spacerując brzegiem morza czekała na cud lub na list w butelce, który był w jej głowie kultowym darem ponownej miłości.Chodząc po górach ze smutkiem i niewiarą patrzyła w dal. Nie czując sensu swojej drogi. Jeżdżąc na rowerze ciągle pedałowała mocniej i szybciej. Wyciskała z siebie wszystkie emocje po to by spokojnie zasnąć. Nie umiała już uśmiechać się do siebie. Trwało to wiele miesięcy.

Aż któregoś dnia wstała rano, zobaczyła promienie słońca, jakby pierwszy raz w życiu i poczuła, że osiągnęła dziwny spokój, pełnię bez części siebie. Podczas porannego biegu, zorientowała się, że nauczyła się lubić swoją samotność, nauczyła się siebie. Potem każdego dnia odkrywała ze zdziwieniem kolejne zaskakujące prawdy o sobie. Znalazła kilka pasji, poczuła w sobie wiele możliwości, nauczyła się uśmiechać i cieszyć każdą chwilą. Żyła szybko, szkoda jej było życia na sen. Po wielu latach nagle okazało się, że może mieć swoją przestrzeń, że ma swoje zainteresowania, że umie cieszyć się chwilą, że potrzebuje czasu tylko dla siebie, że kiedykolwiek będzie czekała na chwilę w samotności, której bardzo potrzebowała do tego, żeby znów poznawać siebie.

Przyszło nagle. Słyszała wiele razy, że wszystko ma swój czas. Czas żałoby i czas radości. Że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że nigdy nie będzie już bardziej samotna, niż była wtedy kiedy żyła z mężczyzną, który jej nie kochał. Nie umiała jednak, do tej chwili w to uwierzyć. Długo nie umiała nauczyć się żyć na nowo, ale każdego dnia pracowała nad sobą. Rozmawiała ze sobą wewnętrznie, analizowała swoje życie i szukała samej siebie.
Osiągnęła wreszcie wewnętrzny spokój i ład. Każdy możne to osiągnąć, ale żeby tak się stało trzeba poznać najpierw siebie, posłuchać swoich pragnień i potrzeb. Osiągnąć taki wewnętrzny egoizm. Jestem dla siebie najważniejsza. Tylko silna i szczęśliwa mogę góry przenosić i ratować świat przed kataklizmami, a mała, słaba i zapłakana niczego nie zmienię, nikomu nie pomogę...Spokój i ład. Nowy sens. Opadły na nią jak kurtyna milczenia po czymś co bezpowrotnie odeszło.

I wtedy zjawił się ON... Prawdziwy, silny i czuły. Znikąd.
I pokochała jak w filmie. Nagle i nieoczekiwanie. W ciągu kilku chwil. Jak uderzenie pioruna (choć nigdy dotąd nie wierzyła w takie uniesienia). Stało się samo.
A ON pokochał ją. Czuła to całą sobą... to były piękne chwile. Dziwna, silna więź, głęboka do szpiku kości. Każda sekunda bez niego była dla niej pusta. Każdy dotyk, każde spojrzenie zapamiętają na zawsze.Każdy marzy o takich emocjach, kiedy oglądasz romans, zamykasz oczy i marzysz...Ona nie musiała już marzyć. Spotkali się w innej rzeczywistości, w jakiejś dziwnej bajce, kosmosie romantyzmu, lesie tajemnicy. I oboje wiedzieli, że to historia, która kiedyś będzie musiała się skończyć. Przyjdzie dzień, w którym trzeba będzie wrócić do codzienności. Każdy do swojego świata.
Nastąpi szekspirowski koniec. Koniec bez wielkich granic, bez przepaści, a jednak ....trzeba ocucić się i zupełnie chłodno zastanowić się, co dalej...
Wtedy rozstali się prawie bez słowa. Wierząc, że jeśli to przeznaczenie spotkają się za jakiś czas, kiedy życie będzie prostsze....a jeśli nie, to przynajmniej wiedzą, że potrafią nadal kochać i być kochanym, że każdy zasługuje na to, że koniec pustego życia, może oznaczać nowe możliwości, daje nadzieję na lepsze i mocniejsze życie. Co przyniesie nowy dzień? Nie wiedzieli.
Oboje są silni. Jakoś to będzie. Co nas nie zabije to nas wzmocni, to najprawdziwsze powiedzenie na świecie. Każde doświadczenie nas umacnia.
Ona została z wielką pustką, ale też z motylami w brzuchu, czując dziwny spokój i szczęście. Choć motyle trzepią skrzydłami jak szalone, a w gardle stoi tęsknota jak ość, napisała rano na lustrze kredką do oka, dziękuję za to, że mogłam to poczuć i przeżyć...

Previous
Previous

Opowiem Wam bajkę