Slow

Życie jest dziwne. A może to nie życie, tylko my sami i nasza pamięć? Zwala nam się na głowę świat, wywracamy wszystko do góry nogami, albo dochodzimy do jakiejś ściany. Potem upadamy, zadręczamy się, dołujemy i cierpimy. Powoli wstajemy, zaczynamy łapać spokojniej oddech i równowagę. A następnie pakujemy się w kolejne kłopoty. Bez znaczenia jakie. Może to być zwykły kołowrotek, pęd i szaleństwo dnia codziennego, w które pozwalamy się wmanewrować.

                Pamiętam jak dwa lata temu dużo myślałam, mówiłam i pisałam o mojej wspaniałej równowadze, którą osiągnęłam po życiowej porażce. O tym, jak cudownie jest się zatrzymać, popatrzeć dookoła, dostrzegać gwiazdy, kwiaty i słońce. Jak wspaniale jest wstawać skoro świt 

i podziwiać to wszystko. Jakie cudowne pajęczyny spotykam na spacerze i ogólnie jak jestem szczęśliwa i spokojna.  Potrafiłam wsiąść w samochód spontanicznie i jechać na drugi koniec Polski, by celebrować chwilę. Miałam czas dla siebie, dla dzieci, dla przyjaciół. Miałam nawet pasje. Czułam jak spływa po mnie spokój. To było wspaniałe uczucie.  Nawet trudno mi powiedzieć ile ono trwało. Myślę, ze minęły prawie 2 lata.

                Co mi z tego zostało? Pozwoliłam codzienności na zapędzenie w kozi róg. Ciągle biegnę, ciągle spóźniona, zmęczona i z poczuciem winy. Bo komuś musiałam odmówić, bo nie wzięłam w czymś udziału, bo miałam coś zrobić, a tego nie zrobiłam, bo miałam iść na rower i nie poszłam, bo znowu nie przeczytałam książki, nie poszłam do kina, bo podłogi nie umyłam, prania nie powiesiłam a na obiad była tylko zupa. AAAAAAAAAA. Późno chodzę spać, więc nie wstanę o świcie, by podziwiać pajęczyny, ba! Z trudem wstaję o 7, by wyrobić na czas do szkoły i pracyJ Moją aktywność fizyczną, i tak zawsze wątpliwą, po raz kolejny zamieniłam na paczkę fajek.

Mam 3 notesy, w których zapisuję co muszę załatwić i zrobić, w telefonie, na lodówce i w pracyJ żeby nie zapomniećJ

Spotkania towarzyskie? Sporadyczne. Najczęściej?  bo nie wyrobię, bo nie mogę, bo obowiązki, bo będę niewyspana, a jutro mam tyle na głowie.

I zadowolić wszystkich. W jednym sklepie chlebek, bo najlepszy, w drugim wędlinka a w trzecim owoce, w czwartym….i codzienne zakupy już nie trwają 15 minut. Każdy lubi co innego, więc w każdym menu 3 daniaJ

               Obłęd. Nieustająca presja czasu, ludzi i siebie?

W empiku kilka dni temu w oko wpadła mi gazeta pt. SLOW, kupiłam, ale jeszcze nei przeczytałam, bo nie miałam czasuJ Ale sam tytuł wyciekający z wielu innych gazet uznałam jako znak.

Mówię koniec.  I znowu muszę naprawić swoją codzienność. Na początek rzuciłam palenie.


Previous
Previous

Barbie i Ken

Next
Next

Równowaga