Opowiem Wam bajkę
Dawno temu była sobie dziewczyna o imieniu Kaja i chłopak o imieniu Antek. Poznali się na studiach. W akademiku. On mieszkał w pokoju jej kolegi ze szkoły średniej. Nie przepadali za sobą i raczej się omijali.
On i jego koledzy byli jak akademicki gang:P szydzili ze wszystkich i byli królami osiedla, a raczej tak im się wydawało.
Ona miał swoje rockandrollowe towarzystwo, słuchali muzyki, robili szalone wycieczki, to była paczka nierozłączna. Akademicki czas to czas uciekający, który każdego dnia trzeba było gonić. Mało snu, mnóstwo wrażeń. Kaja mimo wszystko tęskniła za Tymkiem. Wielką miłością licealną. Odszedł od niej po pierwszym roku studiów. Nie umiała o nim zapomnieć.
Chłopaki zawsze byli w okół niej, a ona ciągle myślała o nim.
Pewnego dnia, zupełnie nieoczekiwanie zaczęła dostawać kwiaty od posłańca. W każdy poniedziałek czekały na nią na recepcji akademika. W bukiecie zawsze był bilecik, ale bez podpisu. Dziewczyna nie miała pojęcia od kogo te kwiaty. Co tydzień inne. Kiedy rodzaje kwiatów się skończyły pojawiły się bukiety warzywne. Z rzodkiewek, kalafiorów, buraków….a potem listy anonimowe. Każda literka była wycinana z gazety. To były wiersze, myśli, śmieszne teksty….pod jej pokojem ktoś rozsypał mąkę w kształcie serca, całe drzwi do pokoju obkleił tulipanami. Coraz więcej myślała Kaja o tym, kto robi takie piękne niespodzianki. Miała odrobine nadziei, że może od Tymona. Niestety ten ktoś milczał.
Kaja każdego wieczoru wyobrażała sobie jak wygląda, jaki ma głos, jak ma na imię, ile ma lat i czy aby to nie jest jakaś niebezpieczna obsesja. Trochę bała się wieczorem sama wychodzić, a każdy mężczyzna, który ją obserwował wydawał się podejrzany. Kiedy zaczynała tęsknić, wmawiała sobie, że te kwiaty zamienia się pewnego dnia w Tymka, że jednak prawdziwa miłość nie umiera.
Tysiąc myśli przebiegało jej przez głowę, a każda była inna. Mieszał się gorący romans z mrocznym horrorem. Po co ktoś robi takie rzeczy skoro tak długo się nie ujawnia?
Wokół niej było sporo chłopaków. Czasem się na to złościła. Jej paczka rozsypała się z powodu tego, że dwóch najlepszych kolegów jednocześnie ją pokochało. Ona nie miała szczęścia w miłości. Nawet jak dopadało ją wielkie zauroczenie, to szybko mijało. Zostawał zakochany chłopak, a ona uciekała w swoją samotność.
A potem płakała, bo była sama….i znów uciekała.
Po jakimś czasie na imprezie kolega kolegi przyznał po piątym piwie, że on wysyłał te kwiaty, mówiąc do jej ucha tekst z pewnego bileciku na kwiatach „jedna Twoja łza jest droższa ode mnie”.
Zatkało ją. Była wściekła, że to on. Chciał się z nią umówić, a ona obróciła się na pięcie i poszła spać.
Następnego dnia spotkali się w tramwaju. Usiadł przed nią. I po prostu zaczął opowiadać jej o mijanych kamienicach, o historii miasta, o ukrytych rzeźbach na dachach. Patrzyła ze zdumieniem i niedowierzaniem. Ta rozmowa była tak naturalna jak oddech.
Zaczęli częściej rozmawiać. Śmiali się do łez, chodzili na spacery, biegali w deszczu, chodzili po górach. Świetnie się rozumieli. Byli nierozłączni. Antek był zupełnie inny i mało kto go znał naprawdę. Był bardzo mądry i odpowiedzialny, a przy tym spontaniczny i beztroski. Ona wyzwoliła w nim pokłady łagodności, a on nauczył ją miłości do sztuki, romantyzmu, pokazał jej, że istnieje porozumienie dusz. Dwa lata trwała ich wspólna historia. Pełna tkliwości i śmiechu.
A potem, pewnego mroźnego dnia ona uciekła…jak poprzednio uciekała. Bo zaczęła się dusić w tej miłości, bo koci instynkt kazał jej iść w inną stronę. Powiedziała właściwie tylko żegnaj.
Zaczęły drażnić ją prezenty, kwiaty, kanapki czekające aż się obudzi, przestały ją śmieszyć jego żarty, a każdy jego gest czułości był jak dotyk ostu. A on nie rozumiał. Ona w sumie też nie rozumiała, ale wiedziała, że dłużej nie może.
Minął rok. Kolega z pracy wpadł zdyszany rano do biura i powiedział: Jechałem z Antkiem pociągiem. Nie poznał mnie. Rozmawiał z dawno niewidzianym kolegą. Powiedział mu, że był w życiu kiedyś zakochany, tak prawdziwie i mocno, że nigdy nikogo tak nie pokocha i nigdy nie przestanie kochać, ale ta kobieta od niego odeszła…
Dziewczyna wybiegła z biura i płakała. Dopiero teraz dotarło do niej co zrobiła, co straciła, co on przez nią przeszedł. Ona oczywiście była sama. Zwykle uciekała w samotność, a kiedy zaczynała jej doskwierać wspominała…
Płakała kilka miesięcy. Zastanawiała się, czy dobrym pomysłem jest to, by go odwiedzić i zobaczyć. Przekonać się czy go kocha, czy ta tęsknota to skutek uboczny samotności. Kiedy minęły kolejne miesiące, znalazła przypadkiem zeszyt z jego wierszami. Postanowiła, że pod tym pretekstem go odwiedzi. Nogi jej drżały, kiedy szła długim podwórzem do niego. Był bardzo zaskoczony kiedy otworzył drzwi i ją zobaczył. Wpuścił ją do środka bez słowa. Zrobił herbatę w milczeniu. Ona podała mu zeszyt i zapytała: co u Ciebie? On odpowiedział: Za dwa tygodnie biorę ślub. Powiedz, czy powinienem?
Drżącą ręką odłożyła filiżankę, uśmiechnęła się ze smutkiem w oczach. Odwróciła się i odeszła. Na końcu długiego podwórka odwróciła się. Wyła jak bóbr. A on stał w drzwiach i patrzył……

