Całoroczne porządki

Rok porządków

Dzisiaj trochę mniej teorii, a więcej życia w kontekście wdzięczności. Praktykując obie postanowiłam zrobić podsumowanie mojego roku, nie z powodu mojego ego, bo z nim staram się walczyć, ale z powodu podzielenia się ciągiem dalszym mojej historii, o której wcześniej pisałam. Dla tych, którzy potrzebują dziś usłyszeć, że nie wolno się poddawać i że zawsze jakoś się układa. Dla tych, którzy mniej mnie znają, by pokazać, że to o czym piszę działa.Że jesteśmy w tym życiu w różnych miejscach, na różnych etapach, w różnych emocjach. Czasem w niemocy, bezsilności i wydaje nam się, że nic się nie zmieni. To moment, kiedy musimy zrozumieć, że samo się nie zmieni, ale my możemy przejąć nad tym kontrolę. 

Rok 2023 to był rok podwójnej żałoby, po ukochanym partnerze i mamie. Rok podnoszenia się z kolan. Rok 2024 to był rok dużych porządków w przestrzeni zewnętrznej, ale też wewnętrznej. Obie potrzebują równowagi.  

Nadmiar

Zawsze lubiłam otaczać się ładnymi przedmiotami. Miałam ich wokół siebie mnóstwo. Zaczęły mnie przytłaczać. Kilkakrotnie w ciągu roku zrobiłam ich przegląd. Czego nie potrzebuję, czego nie noszę, czego nie używam. Zadawałam sobie wciąż pytanie, co jest w tym pudełku, skoro nie wiem to czy potrzebuję tego? Co jest na ostatniej półce w szafie? Kiedy miałam tą torebkę? Po co mi tyle wazonów? Nieustające porządki. Tony przedmiotów oddanych/sprzedanych i wyrzuconych, więcej oddanych. Portal śmieciarka jedzie pomaga w porządkach😊 Innym często te rzeczy bardzo się przydały. Serio pozbyłam się ponad połowy przedmiotów i nadal mam co robić w tym zakresie. 

Takie gromadzenie, to pewnie jeden z programów zapisanych w naszym ciele. Jakiś substytut braku. Zastępowanie go przedmiotami. Dziś już tego nie potrzebuję. Wolę mniej, lepszej jakości. 

Emocje

Niezliczone ilości przeczytanych książek rozwojowych, wiele godzin na macie, by ćwiczyć jogę i medytować. Raz lżej, a raz trudniej, ale bez taryfy ulgowej. Postanowiłam, że tego nie odpuszczę. Nawet kiedy ego mówiło nie idź ćwiczyć, wstawałam i szłam, bo wiedziałam, że to dla mojego dobra. Tona wypłakanych łez, ale już innych niż rok wcześniej, łez odpuszczenia, ulgi, uwolnienia, wybaczenia i wdzięczności. Dzisiaj jest mi lżej, wiem ile zrobiłam, by dojść do tego momentu. Umiem radzić sobie sama z emocjami, przekierowywać myśli negatywne na pozytywne, zaczynać dzień od pozytywnej myśli i trwać w niej do zmierzchu. Nie poddaje się nigdy. Zwyczajnie wiem, że będzie dobrze.

Wychodzenie na powierzchnie

Przez ostatnie lata dałam się wpędzić w długi, przez które zaczynałam tonąć. Niestety pewne programy z dzieciństwa długo dawały sobą rządzić. Chęć posiadania, złe wybory, niepodjęte decyzje w porę, złośliwość rzeczy martwych, które się nieustająco psuły i wymagały nakładów finansowych. Wszystko doprowadziło mnie do momentu, w którym musiałam się z tym rozprawiać.  Nagle okazało się, że jak trzeba to da się żyć za mniej, da się nie marnować jedzenia, da się odnawiać i naprawiać stare rzeczy, da się upiększać świat wokół nas ciężką pracą, a nie chciejstwem. Przejrzałam sobie rok w galerii zdjęć i zobaczyłam ile udało mi się zrobić małymi krokami. Spłaciłam znaczną część długów, pozbyłam się problematycznych przedmiotów. Sprzedałam auto, które dwa lata stało u mechanika i było skarbonką bez dna. Wymieniłam piec, który się ciągle psuł. Naprawiłam schody, altanę, ... Na początku roku łzy stawały mi w oczach na myśl, że muszę się z tym zmierzyć. Wiele przede mną, ale wiele za mną. Małe kroki, pamiętacie? I koniecznie doceniajcie, to co robicie.

Uważność

Do praktyki jogi dołączyłam mindfullness. Zrobiłam 8 tygodniowy kurs, który w połowie roku pukładał w mojej głowie to, co w pierwszej części zaczęło zakwitać. Dał mi nowe narzędzie, nowe spojrzenie, więcej wiary w sens mojej drogi. A ważne jest też to, że przyszedł ten kurs do mnie przypadkiem, a że już wiem, że przypadki nie istnieją napisze wprost, podesłał mi go wszechświat. Razem z nim pojawiła się myśl, że to jest właściwa droga, którą chcę iść dalej. Chcę się tego uczyć, by kiedyś móc uczyć innych. I każdą komórką ciała czuję, że to właściwa decyzja. Codzienna praktyka podtrzymuje moje pozytywne nastawienie i konsekwencję w działaniu. Dostrzegam więcej.

Ludzie

Ci, których spotykamy też nigdy nie są przypadkowi. Każdy spotykamy człowiek czegoś nas uczy. To lekcje, które powinniśmy odrabiać, analizować, wyciągać wnioski, uczyć się, doceniać. Jedni pozostaną z nami na zawsze i to, co do nas mówią i robią zostaje z nami na lata. Wiemy po co są z nami. Inni pojawiają się na chwilę. Czasem długo zastanawiamy się jaki większy sens to ma, czasem są to przykre sytuacje, albo wymagające ponownego zmierzenia się z jakimiś naszymi zmorami, ale równie istotni. Kiedyś zrozumiemy, po co.  Dziękuję każdemu kto dał mi jakąś lekcję w tym roku. 

Są też tacy wśród nas, i ja też kiedyś tak miała, że nie zastanawiałam się nad tym wszystkim. Nie analizowałam. Żyłam z dnia na dzień. Nie twierdzę, że to źle. Dla mnie akurat opisywane tu zmiany postrzegania świata okazały się zbawienne. To jedna ze składowych moich porządków.

Praca

Dostałam nowe zadania i możliwości, miałam okazję wyjść ze strefy komfortu i podjąć się zadań, których początkowo się bałam, ale dałam radę. Ludzie z którymi pracuję tak mówią😊 Złapałam też wiatr w skrzydła, wiem, że stać mnie na więcej. Poznałam obszary, których nie dotykałam, odkryłam na nowo tych samych ludzi i siebie samą. Zawsze lubiłam i doceniałam moją pracę, ale teraz nie wstaję w poniedziałek rano z myślą "koniec weekendu, co za masakra". Zamieniłam to na ciekawość, co przyniosą kolejne dni i wdzięczność, że robię to co lubię. 

Podjęłam też decyzję o regularnym prowadzeniu bloga i trwam póki co w niej. Zawsze kochałam pisać, dość długo szukałam tematyki. Próbowałam różnych form. Potem zobaczyłam, że pisanie to też rodzaj porządkowania dla mnie. Treść zapisana nabiera większej mocy. W moim życiu nigdy nie brakowało wrażeń, o różnej gramaturze, ciekawych ludzi i przygód. Mam bogate doświadczenia życiowe i uznałam, ze warto się tym dzielić, bo może ktoś kto to przeczyta bardzo tego potrzebować. Tak jak ja kiedyś bardzo potrzebowałam takich iskierek inspiracji. To dzisiaj dla mnie bardzo ważny element mojego życia. Proszę o każde udostępnienie, lajkowanie i komentowanie. Nie przestanę, choćby mało kto czytał. Jeśli choć jedna osoba weźmie coś dla siebie to już sukces. 

Kiedyś te doświadczenia postrzegałam jako pech, niefart, igraszki losu, a siebie jako ofiarę losu. Zmieniłam to. Każde doświadczenie nas buduje i prowadzi dalej. Nie jestem ofiarą losu. Sama teraz kieruję moim życiem.

Symbolicznie zamknęłam ten proces porządków w sylwestra, postanawiając pierwszy raz w życiu, że spędzę go sama ze sobą i wiecie co? Nie pojawiła się ani jedna smutna myśl, ani jeden moment zwątpienia w sens tej decyzji. To było zwieńczenie zwycięstwa nad sobą, nad emocjami, nad zmianą postrzegania świata. Weszłam w nowy rok tak jak chciałam, lżejsza o tonę tego, co mi już nie służyło, z nowymi marzeniami i planami, a przede wszystkim z pewnością, że je zrealizuję. Dalej małymi krokami do przodu. Pamiętajcie, czasem niektóre niewygodne zdarzenia, czy zmiany kierują nas na właściwe tory. Warto się nie poddawać, tego Wam życzę. 

Previous
Previous

Wdzięczność i uważność

Next
Next

Moja jogiczna mantra