Miłość
Miłość
Minęło 6 miesięcy od śmierci Tomka. Nagłej i niezrozumiałej. Niezliczone emocje się w tym czasie mieszały. Litry łez, kilogramy smutku, niemoc, stagnacja, złość, obraza, niezgoda. Gdyby nie dzieci i przyjaciele nie wiem jakbym to przetrwała. Pierwszego miesiąca nie pamiętam. Tomek był moim światem. Takim bezpiecznym, ciepłym, romantycznym, serdecznym, szczęśliwym, spokojnym i dobrym. Runął ten świat w jednej chwili. Zwaliło mnie to z nóg. Nie chce zbyt długo wracać do tamtego czasu, chciałabym, żeby go nie było, żeby nie pamiętać, a najlepiej cofnąć jak przez ctr Z.
Powroty
Potem były próby powrotu do codzienności. Joga, wyprawy do lasu, zmuszanie się do codziennych obowiązków. Weekendy nad morzem. Czas z rodziną i przyjaciółmi. Po trochu i po mału wracało życie we mnie. Dużo dobrego, dużo wzruszeń, wyładowań emocji, wyciszenia. Próby zabicia czasu, jeszcze chwilę temu spędzanego z ukochanym. Głównie porządkowanie przestrzeni domu i ogrodu, trochę książek. TV nie włączany do dziś. Medytacje, które koją umysł. Niezliczone rozmowy z cudownym istotami, które zjawiły się w moim życiu bez przypadku, bo przypadki nie istnieją.
Jakby wszechświat próbował mnie przygotować i pomóc wyjść ze swojego cienia i traum. Zaczynało do mnie docierać, że muszę wstać do życia. Takiego prawdziwego. Tomek odszedł, a ja tu zostałam ze smutkiem, problemami, domem i dziećmi. Muszę żyć i to wszystko ogarnąć. Sami nie wiemy, ile mamy siły. Ponoć dostajemy od życia tyle ile jesteśmy w stanie unieść. Jestem mega silna. Dziś to wiem. W takich chwilach potrzebne są zainteresowania, pasja, odwaga, energia i wiara w siebie przede wszystkim. Potrzebne jest przyzwolenie na odczuwanie wszystkich emocji. Potrzebna jest pokora. Potrzebni są ludzie. Trzeba umieć poprosić, trzeba umieć płakać i dać sobie czas. Z względnym spokojem przyjmować kolejne etapy i kolejne dni. Jakoś to będzie, bo wszystko jest jak ma być. Mamy jednak wolną wolę, możliwości wyborów, serce i rozum. Mamy więc nasz świat w naszych rękach. Okoliczności zewnętrzne i zdarzenia nagłe były są i będą. Nie istnieje nigdy i zawsze. Choć chcielibyśmy inaczej. Trzeba się skupić na teraz, żeby nie wariować. Wsparcie zaczęłam czerpać też z siebie. Uczę się czytać znaki jakie daje mi mój organizm, ciało i świat, który mnie otacza. Wiecie co mam na myśli? Zastanawiam się zwyczajnie, co dana sytuacja chce mi powiedzieć. Skręcona noga hamuje bieg, spóźnienie może ratuje przed katastrofą drogową, białe piórko daje nadzieje na istnienie jakiegoś duchowego wsparcia. Piosenka w aucie, bilbord na drodze, wszystko do nas mówi, tylko trzeba chwilę się zastanowić nad tym, co. Łapmy się tego, co daje nadzieje, spokój i ukojenie. Motyl zanim dostanie skrzydła jest sam, jest larwą, blee. Potem staje się pięknym wolnym i uskrzydlonym owadem. Jakoś tak to działa.
Pomoc
Mam cudne nauczycielki, stawiaczki do życia, napędzacze energetyczne obok siebie. Mam szczęście, choć przestałam w nie wierzyć na jakiś czas. Zamieniam chcę mieć, w mam! Zamieniam negatyw na pozytyw. Jestem zdrowa, jestem silna, jestem szczęśliwa. Jaki mam wybór? Nie chcę innego. Szczęścia mamy obok tak dużo, że grzechem jest się go wyrzekać. Cudne dzieci, dom i ogród w znaczeniu szerszym niż materialny, przyjaciele najlepsi na świecie, muzyka, słońce, praca, zdrowie. Wdzięczność nieskończona i na tym już dziś wolę się skupić. Siła przyciągania. Miłość przyciąga miłość. Już mam dość czarnego nieba nad głową. Wybieram błękit! Afirmuję, uczę się, rozwijam, wracam do pasji odłożonych na półkę, cieszę się z dobrego codziennego życia, bo mam wybór. Staję do życia i żyję. Nadal mam dla kogo. Dla siebie, dla dzieci, dla rodziny, przyjaciół dla świata. Mam jeszcze tyle do zrobienia. Zerkam w niebo z czułością, zerkam na fotografie z miłością. Pamiętam, kocham, czasem jeszcze płaczę, ale z wdzięcznością za miłość, której mogłam doświadczyć, za miłość którą dostałam i dałam, za miłość która jest we mnie i dla mnie.
Wdzięczna za miłość.

